Dzień Niepodległości
4 lipca, czyli w ostatni weekend Amerykanie obchodzili swój Dzień Niepodległości. Było to naprawdę ciekawe doświadczenie kulturowe. Polski Dzień Niepodległości jest zupełnie inny. Głównie dlatego, że odbywa się późną jesienią, czyli w okresie Wielkiej Smuty, która panuje od października w porywach do kwietnia. Nastrój jest niestety taki jak pogoda, czyli oprócz zmiany warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza i podniosłych mszy za Ojczyznę, nie za wiele się dzieje.
W Stanach Dzień Niepodległości przypada 4 lipca, czyli w środku lata. Amerykanie korzystają z tej okazji i zapraszają znajomych na BBQ (taki nasz swojski grill, tylko zamiast karkówki jest burger i parówka). Powietrze byłoby aż przesycone zapachem rozżarzonego węgla drzewnego, gdyby nie to, że praktyczni Amerykanie używają grilli gazowych lub elektrycznych. Nastrój generalnie jest piknikowy. Nie brakuje jednak patriotycznej nuty. Jej rolę pełnią wszechobecne amerykańskie symbole i gadżety. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności, żeby tego nie uwiecznić. Tadaam:
A oto przykładowy amerykański dom udekorowany na Dzień Niepodległości (z lewej flaga, pośrodku ozdobny napis USA, po prawej proporczyk Auburn University):
Najważniejszym punktem wieczoru (już po BBQ) jest pokaz sztucznych ogni, organizowany przez miasto. Wszyscy zjeżdżają się na największy parking (koło centrum handlowego, a jakże) w okolicy, rozkładają przenośne krzesełka i oglądają świetlny spektakl. Wygląda to naprawdę fajnie, panuje ciepła, przyjazna atmosfera i poczucie uczestnictwa we wspólnocie. Słychać też patriotyczne piosenki. Jedną z nich, bardziej znaną, jest heartbreaker “I’m proud to be American”. Tutaj w nienajgorszym wykonaniu Beyonce:
Amerykanie są naprawdę dumni ze swojego kraju i potrafią to okazywać. Wiele moglibyśmy się od nich w tym względzie nauczyć. Jedno co niepokoi, to fakt, że oni żywią przekonanie, że ich kraj jest wyjątkowy i w związku z tym czują posłannictwo niesienia wolności innym narodom. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie to, że oni nie mają oporów, żeby to robić zbrojnie. Ich patriotyzm jest niestety karmą amerykańsiego imperializmu. Przyznam, że dużo bardziej odpowiada mi trochę już zamierzchła tradycja amerykańskiego izolacjonizmu.


A ja myślę że ich chęć zbrojnego niesienia wolności wynika nie tylko z ich szczególnego patriotyzmu. Powiedziałbym raczej że ich patriotyzm jest wynikiem wojen które prowadzą. Trzeba pamiętać że u nich naprawdę wielu ludzi było/jest na wojnie, wiele rodzin ma poległych. U nich wojna jest czymś namacalnym i odczuwanym przez społeczeństwo, ja w Polsce nie znam osobiście nikogo kto był na wojnie, wiem tylko że jeden kolega ze studiów poszedł do marynarki. Jak pokazują polskie bazy w Afganistanie to wydaję mi się to odległe.
Slawek z 3city - Lipiec 10, 2010 o 9:26 am |
Tradycyjny amerykański izolacjonizm oznaczał, że my, Amerykanie, nie mieszamy się do spraw Europy i Azji, ale Ameryka – i północna, i południowa – to nasza działka i wszystkim innym wara. Z izolacjonizmem łączy się też wiara w misję niesienia wolności i demokracji. Od czasu sformułowania doktryny izolacjonizmu przez Monroe’a w 1824 (jeśli dobrze pamiętam) do I wojny światowej USA niosły wolność i demokrację w obu Amerykach. Potem Amerykanie zrozumieli, że ich misja obejmuje także cały świat. Przeciwstawianie imperializmowi izolacjonizmu jest trochę na wyrost.
MASt - Lipiec 11, 2010 o 8:45 am |
Racja. Wyszła moja nieznajomość historii. Izolacjonizm jakoś skojarzył mi się z rodzajem doktryny nieatakowania.
walabamie - Lipiec 11, 2010 o 5:51 pm |
trudno zakładać, że Amerykanie, którzy zainwestowali w wielu krajach miliardy swoich dolarów, czyli swoich obywateli będą spokojnie patrzeć jak jakiś watażka jednego dnia to znacjonalizuje czyli wprowadzi bolszewicki zabór prywatnego mienia w imię walki z imperializmem. W pewnym sensie o to chodziło w wojnie w Iraku.
Igor - Lipiec 11, 2010 o 12:07 pm |
Ten argument zupełnie mnie nie przekonuje. Prywatne inwestycje – prywatny problem. Państwo powinno chronić własność i swobodę zawierania umów tylko tam gdzie sięga jego jurysdykcja, czyli na własnym terytorium.
walabamie - Lipiec 11, 2010 o 5:52 pm |
a co z amerykańskimi obywatelami uprowadzonymi przez talibów w Afganistanie czy “państwowa” armia amerykańska też nie powinna interweniować, bo to nie ich jurysdykcja ?
Igor - Lipiec 12, 2010 o 9:57 pm |